Już po przekroczeniu granicy odzyskaliśmy siły nabywcze. Z żebraków przekształciliśmy się w książęta i zaczęliśmy jeść! Myszkując po przygranicznym markecie odnaleźliśmy flaczki bez majeranku, ale poczuliśmy się swojsko. Kolejnym miłym zaskoczeniem były ceny z przewodników. Okazały się ciut tańsze, co przy radosnej dla nas taniości kraju było dla nas przetaniutkie. Zobacz cały artykuł w serwisie wyprawy.onet.pl »